Out Of The Box
Link :: 18.07.2010 :: 22:42

Za siedmioma górami, za siedmioma lasami, siedem miesięcy temu Hybris zmieniał biuro. A ja zamieniłam się na chwilkę z programistki w scenografa, scenarzystę, reżysera, operatora i montażystę w jednej osobie. Biegałam za ludźmi z NieSwojąKamerą każąc im gramolić się do pudła z supermarketu. Kiedy tylko skończyłam męczyć dwunogi zabrałam się za maltretowanie laptopa, ucząc się sklejać to wszystko co nagrałam do kupy. Ledwo sobie oboje radziliśmy. Została mi jednak pamiątka i spory sentyment uwieczniony cyfrowo.

Pracując w otoczeniu NiekończącegoSięRemontu, przeciekającej klimatyzacji, spadającego mi na głowę sufitu, marmurów i odgłosów młotków i wiertarek tęsknię sobie za starym, poczciwym biurem z obskurną klatką schodową. Było jakoś bardziej rodzinnie, beztrosko i weselej... a może to my się zmieliliśmy?





ręka noga mózg na ścianie
Link :: 14.07.2010 :: 20:12

Takiego zamieszania jeszcze nie było. Już i tak miałam spore problemy z się-ogarnięciem z okazji cotygodniowych wyjazdów do kraju piwem płynącego, pracowania ponad 10 godzin dziennie, wstawania o 3 na taksówkę oraz wracania do Polski o 1 w nocy. Nagle się okazało, że może być jeszcze gorzej. Z bycia POD wskoczyłam do roli bycia NAD. Zarządzam więc sobie nie jedną, a 7 osobami. Ledwo to wszystko ogarniam i idzie mi miernie. Pierwszy raz w życiu mylą mi się kierunki, powoli zapominam ile mam lat, jak właściwie mam na imię i co tu właściwie robię. Na dodatek wszystkie znaki na niebie i ziemi mówią, że cały sierpień spędzę w rozjazdach. Pozostaje mi patrzeć w przyszłość na wrzesień i wyjazd do Indii i liczyć na to, że moje zdrowie psychiczne i fizyczne jakoś ten wyjazd zreperuje... nawet jeśli już mi się nieco jechać odechciało. Nie mam czasu się zaszczepić, wyrobić wizy, kupić muggi, dopracować planu podróży, kupić biletów na pociąg, zarezerwować miejsca w hotelu w Delhi, poszukać samolotów, sprawdzić cen.

Są jednak pewne pozytywy takie sytuacji, w większości do niczego zupełnie niepotrzebne. Celniczka na lotnisku traktuje mnie jak swojaka, stewardesy mówią mi po imieniu, jeszcze 3 loty i będzie ze mnie frequent flyer, znam na pamięć rozkład najbardziej skomplikowanego i bałaganiarskiego lotniska na świecie. Nie mam czasu na rozmyślania. Przyjmuję wszystko takim jakie jest i niczego na siłę zmieniać/przyspieszać/spowalniać nie chcę.


Gdzieś w podświadomości nuci się lista osobista
may I light your cigarette?



Type O Negative - Love You to Death (PV)
Załadowane przez: FuneralCry.

it's driving me mad





za piątkę?
Link :: 04.07.2010 :: 13:32

W zeszłą niedzielę mój apetyt na podróże wzrósł o kilkaset procent. A to z powodu przesympatycznej dwójki poznanej jeszcze w całkiem innej epoce w Livigno. W pół roku zwiedzili 10 krajów (Azja + Australia) i jak sami napisali, na nowo się odrodzili. Jeździli autostopem, spali na kanapach dzięki uprzejmości ludzi wspomaganej stroną couch surfing i wrócili do domu nieco inni. Zazdroszczę, podziwiam i zastanawiam się czy będę miała kiedyś tyle odwagi, żeby pójść ich śladem. Póki co zamieszczam krótki filmik, którym, oprócz zdjęć i opowieści, uraczyli nas tego wieczoru. Po więcej opowieści odsyłam do bloga antypodes.





it's weird... but in a good way
Link :: 26.06.2010 :: 22:55

Wydarzył się Kraków.
Wyruszyła wesoła gromada. Półtorej Niemca, Pół szweda (właściciela trzech kolan) i dwie Polki.
Autostradą, pod prąd, autem wiozącym w bagażniku zapasowe części, z których, bez trudu, drugi wehikuł dałoby się zbudować.
4 piętrowe łóżka, 3 łazienki na piętrze, 4 oscypki, hektolitry piwa, 1/4 koncertu jazzowego, 2 michy pierogów, zsiadłe mleko, kiszone ogórki, zbyt trudna do pogryzienia sałata i 4 łatwoprzełykalne meksykańskie zupy, 4 godziny spania, jedna pozytywka z Grekiem Zorbą, jeden wampir na taborecie, 29 występów drewnianej Celine Dion, nieprzyzwoicie smaczny smalec, dwie czapki samuraja, 4 dżiny z tonikiem, jedna za mała kanapa, parkiet na który nigdy nie dotarliśmy, dwie kulki (jedna kanadyjska, druga skoczna), 1 para przemoczonych butów, jedno wyczekiwane spotkanieKtóregoNieByło, poranna kawa w różowym barze słoneczko, zachwyty nad odpadającym tynkiem i brakiem ładu, 4 zaspane głowy na stole i bardzo dużo deszczu.
Było bosko...



Zrobieni na pomarańczowo


I wtedy poprosił mnie o rękę


Nikt inny tak męsko nie pali papierosów. Patrz i podziwiaj.


O tym piwie mówisz?


A ty spełniasz się w pracy?


Niebezpieczna poczekajka czyli jak wytłumaczyć obcokrajowcom czym jest smalec żeby nadal mieli ochotę go jeść?


Tak to się zaczyna


Co się k... gapisz?


Herbata z rumem sięgnęła bruku


I'm canadian.


widok z okna na elegancki Kraków


To moja zabawka


Jestem artystą - mam artystyczne okulary




pienimy się w pieninach
Link :: 26.06.2010 :: 18:45

Mijamy zakręt za zakrętem
i kiedy serpentyny robią się męczące
zdarza się taki wyjazd
koncert w muzycznej owczarni
gdzie mocno zaniżamy średnią wieku
pani Hanna śpiewa i gra na bębnach
i zdecydowanie oszukuje czas
w wąwozie homole słoneczne okulary i krótki rękaw
a motyl wyzłośliwia się na szczycie wysokiej
i to sprawia, że wychodzimy na prostą


der buck na wakacjach - którędy do domu?


bushy


zjawisko fali


you're my own Papillon
Paź królowej (Papilio machaon)


ręka pana Piotra


lipnie


glusio


we dwoje


na krawedzi


mam to wszystko w trąbce


trawiasty brat